Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
158 postów 2316 komentarzy

Tylko prawda jest ciekawa

35stan - mgr inż.inżynier urządzeń sanitarnych, projektant. Obserwuję, analizuję i wyciągam wnioski. Jeśli piszę, to o konkretach i faktach,lanie wody czy bicie piany mnie nie interesuje, choć zjawiska te nie są mi obce.

Zapowiedź rezygnacji A.Merkel z przewodnictwa CDU

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po fatalnym wyniku wyborów CDU w Hesji, A.Merkel zapowiedziała, że zrezygnuje z szefowania CDU a o urząd kanclerza nie będzie się ubiegać w następnej kadencji parlamentarnej.

 
Po fatalnym wyniku wyborów CDU w Hesji, A.Merkel zapowiedziała, że zrezygnuje z szefowania CDU a o urząd  kanclerza  nie będzie się ubiegać w następnej kadencji parlamentarnej.

Tymczasem podnoszone są spekulacje, że moze nie wytrwać na stanowisku kanclerza do następnych wyborów.

Może to mieć związek z tym, ze za rok(w 2019 roku) będzie wybierany nowy przewodniczący KE i Pani A.Merkel będzie chciała objąć ten urzad w UE.

W związku z tymi informacjami nasuwa się pytanie o to, czy te zapowiedzi to wynik tylko wewnętrznej sytuacji w CDU i w Niemczech, czy może jednak to nie jest  takie proste?

Spójrzmy na te układanki nie tylko z perspektywy Berlina ale z perspektywy geopolitycznej i cofnijmy się kilkanaście lat wstecz.
 
Po wyborach prezydenckich w 2000 roku w USA i w Rosji a zwłaszcza po  wydarzeniach 9/11 w USA, rozpoczęto politykę zwaną "polityką przyciągania Rosji do Zachodu" i w ramach tej polityki meblowano władze na linii Niemcy - Polska.
Pierwsza pięciolatka 2000-2005 była przygotowaniem do zainstalowania w Niemczech i w Polsce takich ekip, które pasowałyby do tej polityki "przyciągania Rosji do Zachodu".
W Niemczech padło na A.Merkel, która miała już w czasie DDR dobre relacje ze ZSRR(obecnie z Rosją).
 
W Polsce przygotowywano do władzy partię zakładaną w tym celu przez WSI(Olechowski, Tusk) czyli PO a propagandowo miał to być PO-PIS, ale wybory spłatały figla i mógłby powstać PIS-PO, ale przecież nie o to chodziło, więc nie powstał. 
Błąd wyborczy naprawiono w 2007 roku, obalając rząd PIS-u w przyspieszonych wyborach.
 
 Wyższym etapem tej polityki przyciągania Rosji do Zachodu miała być polityka resetu USA-Rosja, do której "deep state" wyznaczyło B.H.Obamę, lewaka i agenta CIA od czasu studiów(aby zmylić opinię publiczną w kwestii roli jaką mu wyznaczono czyli podpalenie Płn.Afryki i Bliskiego Wschodu), awansem przyznano mu Pokojową Nagrodę Nobla).
 
 W 2008 roku umeblowanie władz w USA, Niemczech i w Polsce było już gotowe do polityki resetu i dlatego od stycznia 2009 roku ruszyły z kopyta negocjacje resetowe(pierwsze poważne efekty rokowań czyli zgoda Rosji na drogę zaopatrzenia wojsk USA i NATO w Afganistanie przez terytorium Rosji, została uzyskana już w lutym 2009 roku, co wskazuje na to, że rokowania nieformalne trwały już w 2008 roku.
 
 Celem strategicznym polityki resetu była realizacja projektu Eurazji czyli unii UE i Rosji, czyli unii od Atlantyku po Pacyfik, pod zarządem rosyjsko niemieckim i politycznym protektoratem USA(jako sojusznik USA przeciw Chinom).
 
To przecież w ramach tego projektu uruchomiono budowę lotniska Berlin Brandenburg, bo główna oś Eurazji to Wschód-Zachód(były projekty szybkiej kolei na poduszce magnetycznej relacji Berlin-Warszawa-Moskwa, ale skończyło się na listach intencyjnych w 2010 roku), a Anne Appelbaum na łamach Washington Post w październiku 2010 roku  nawoływała by już ćwiczyć przerzucanie wojsk z UE do Rosji, by bronić ją przed Chinami.
 
Definitywna klęska polityki resetu i projektu Eurazji skończyła się w 2013 roku w związku z różnicą interesów USA/Izrael a Rosją wobec Syrii i Bliskiego Wschodu  i w tym właśnie roku rozpoczęto przygotowania do budowy nowego porządku w Europie, wymieniając ekipę rządzącą w Polsce w 2015 roku i przygotowując nowy projekt geopolityczny w Europie zwany Trójmorzem a niemieckie lotnisko Berlin Brandenburg zastąpiono projektem CPK w Polsce, którego rola ma być rolą hubu na skrzyżowaniu dróg północ-południe i wschód -zachód.
 
 
Decyzja A.Merkel być może wpisuje się w ten nowy projekt geopolityczny, do którego potrzeba innego przywódcy, nie tak mocno związanego z Moskwą i nie zamierza "kopać się z koniem"(USA) czyli póki co hegemonem Zachodu.

 

KOMENTARZE

  • Sprytna kombinacja w stylu niemieckim.
    Niemcy otwierają granicę pracy dla ukraińców.
    W Niemczech ukraińcy mają zasilić oddziały niemieckiego wojska i zostanie powtórnie utworzone wojsko
    SS-Galizien?
    Czy powinniśmy Polacy przygotować się do odparcia ataku muslimsko upaińskiej dziczy przebraniej w mundury Bundeswehry??
    Świadomość społeczeństwa polskiego jest zerowa.
  • @
    Makrela właśnie ogłosiła, że nie będzie się już ubiegać o fotel kanclerza Niemiec.
    Czyżby miała już propozycję pracy u Putina jak Gerhard Schröder?
  • @ Autor
    "Decyzja A.Merkel być może wpisuje się w ten nowy projekt geopolityczny, do którego potrzeba innego przywódcy, nie tak mocno związanego z Moskwą i nie zamierza "kopać się z koniem"(USA) czyli póki co hegemonem Zachodu."

    Myślę, że to nie jej decyzja.
    Świadczyć o tym może jej postawa wobec nachodźców.
    Dyspozycje w tej kwestii raczej musiały przyjść od hegemona.
    W kwestii rezygnacji z ubiegania się o urząd moim zdaniem tym bardziej.

    Oczywiście 5*

    Ukłony
  • @Jasiek 19:06:28
    Makrela była ze stajni "deep satate"(NWO) o czym świadczyła jej decyzja o zaproszeniu "uchodźców" i to po błyskawicznej zmianie zapatrywania się jej w tej sprawie.
    Jeszcze 16 lipca 2015 roku na spotkaniu w szkole:
    "Merkel kontra płacząca, 13-letnia córka uchodźców: Jesteś sympatyczna, ale…"
    (...)Szóstoklasistka się rozpłakała, gdy usłyszała od Angeli Merkel, że Niemcy nie są w stanie przyjąć wszystkich, którzy chcą się u nich osiedlić.(...)
    https://www.dw.com/pl/merkel-kontra-p%C5%82acz%C4%85ca-13-letnia-c%C3%B3rka-uchod%C5%BAc%C3%B3w-jeste%C5%9B-sympatyczna-ale/a-18589940

    By :

    (...)31 sierpnia 2015 roku Angela Merkel powiedziała „Wir schaffen das”, co znaczy „Damy radę“, „Zrobimy to“. Zdanie wypowiedziane na konferencji prasowej w Berlinie, powtórzone później przez niemiecką kanclerz wielokrotnie, stało się symbolem.

    https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-rok-temu-kanclerz-merkel-zaprosila-uchodzcow-pokazala-tym-sw,nId,2261354#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

    Co istotnego stało się w tym czasie w geopolityce?
    14 lipca 2015 w Wiedniu zawarto porozumienie nuklearne z Iranem – czyli międzynarodowe porozumienie dotyczące kontroli irańskiego programu rozwoju broni jądrowej, pomiędzy Iranem, a sześcioma mocarstwami – w tym pięcioma nuklearnymi i równocześnie stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ: USA, Rosją, Wielką Brytanią, Francją i Chinami oraz Niemcami. Dodatkową stroną porozumienia jest Unia Europejska.
    Umowa ta była wynikiem wstępnego porozumienia podpisanego 2 kwietnia 2015 roku.

    A.Merkel zapraszając 31 sierpnia 2015 roku uchodźców do UE musiała mieć informację, że Rosja zamierza poważnie zaangażować się militarnie w Syrii(30.09.2015 odbyły się już pierwsze naloty rosyjskie na siły ISIS), co będzie oznaczało, że na Europę ruszą zwiększone masy uchodźców.
  • @Husky 18:32:59
    "Świadomość społeczeństwa polskiego jest zerowa"
    To prawda, zgodnie z linią rządzącej partii.
  • @Husky 18:32:59
    PiS-owski rząd wzorując się na Hitlerze walczy z polskim narodem!

    "Trudno sobie to wyobrazić, ale w Polsce za ubicie własnej świni może grozić kara więzienia. Taka sytuacja spotkała 44-letniego mieszkańca gminy Gryfino w woj. zachodniopomorskim, który własnoręcznie i bez odpowiednich zezwoleń postanowił przerobić wyhodowaną przez siebie świnię na kiełbasę i boczek.
    Mężczyzna, jak to na wsi bywa własnoręcznie ogłuszył zwierzę siekierą, a potem w chlewie zakończył żywot zwierzęcia. Niestety, jak pisze portal igryfino.pl, „sygnalista” usłyszał odgłosy zwierzęcia i zawiadomił policję. Funkcjonariusze szybko zjawili się u zaskoczonego rolnika i poinformowali go o przykrych konsekwencjach, prozaicznej wydawałoby się czynności.
    -Mężczyzna dokonał nielegalnego uboju świni przy pomocy siekiery i noża – powiedział portalowi asp. szt. Marcin Karpierz, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Gryfinie. Za ten „straszliwy” czyn 44-letni mężczyzna może trafić nawet do więzienia i to na 3 lata ze względu na brak zgłoszenia chęci uboju zwierzęcia."
  • @Robik 01:14:18
    Zanim POlszewiku i analfabeto funkcjonalny otworzysz japę na PIS, wpierw zapoznaj się z przepisami prawa na ten temat.
    Zasady uboju zwierząt w gospodarstwie na użytek własny, zostały implementowane w Polsce z prawa unijnego(po hitlerowskiego) a rozporządzenie w tej sprawie wydał Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi M.Sawicki w rządzie POlszewickim w 2010 roku.

    http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20102071370/O/D20101370.pdf
  • @Robik 01:14:18
    Licze ze dostanie wyrok w zawieszeniu
    Prawo jest prawem
  • @35stan 09:16:01
    Może idioto nie wiesz, że PiS rządzi już 3 lata a do UE wprowadził nas L. Kaczyński.
  • @35stan 19:55:10
    Po deklaracji Merkel polecą kolejne "głowy"? „CDU pod jej wpływem zapomniała, czego chce”. Zapowiedziane przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel stopniowe odchodzenie z polityki wyznacza koniec jej wieloletnich rządów, które znacząco zmieniły krajobraz polityczny w RFN, teraz wymagający gruntownego przedefiniowania - ocenia dziś niemiecka prasa. - CDU pod wpływem Merkel zapomniała, czego chce - podkreśla "Die Welt". Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Merkel po porażce wyborczej chadeków w Hesji podjęła "jedyną słuszną decyzję". Trzymanie się dotychczasowego kursu oznaczałoby "dalszy upadek dla jej partii (CDU), partnerów (koalicyjnych - CSU i SPD) oraz dla niej samej jako kanclerza" ocenia. Swoją decyzją Merkel ożywiła niemiecką politykę, w której dwóm głównym siłom politycznym - chadekom i socjaldemokratom - groziło popadnięcie w "bezradność i rozpacz". Nie ma gwarancji, że utrzyma się na stanowisku kanclerza do 2021 roku - nie jest jasne, czy jej rezygnacja z szefowania CDU wystarczy, by notowania partii się poprawiły, a sam fakt, że pozostanie szefową rządu, "może na niektórych wyborców działać jak płachta na byka" - wskazuje "FAZ". Nie wiadomo też, jakie wnioski z jej decyzji wyciągną koalicjanci - osłabiona SPD oraz siostrzana partia chadecka CSU. Po odejściu Merkel z funkcji przewodniczącej (CDU) także (szefowi CSU Horstowi) Seehoferowi nie uda się raczej długo utrzymać na zajmowanym stanowisku ocenia "FAZ". "Die Welt" pisze o decyzji Merkel jako o "odejściu regentki", która od lat dominowała na niemieckiej scenie politycznej. Na końcu tej drogi (rządów Merkel) niemiecki krajobraz partyjny jest nie poznania i Merkel ma z tym dużo wspólnego podkreśla. SPD sama ponosi winę za to, że obecnie stoi nad przepaścią, ale jest to też skutek polityki Merkel, która nie zostawiła socjaldemokratom żadnej przestrzeni. Triumfalny powrót Zielonych ma dużo wspólnego z zatrudnieniem (przez tę partię) inteligentnych współpracowników, ale też z tym, że polityka Merkel wytworzyła emocjonalną próżnię, która nie była w stanie wywołać żadnego entuzjazmu obywateli uważa gazeta. Także znaczący wzrost pozycji prawicowo-populistycznej AfD "Die Welt" uzasadnia zarówno "nieukierunkowanym gniewem" tych, którzy w liberalnej polityce migracyjnej Merkel upatrywali "upadku Zachodu", jak i tym, że "kanclerz nie chciała uczynić z migracji tematu wielkiej i otwartej debaty społecznej". "Die Welt" ocenia, że CDU pod wpływem Merkel "zapomniała, czego chce". Merkel wmanewrowała CDU w antyromantyczny pragmatyzm, który oddzielił partię od jej dziedzictwa i tradycji. (...) Konsekwentne postępowanie Merkel, która pragmatyzm pomyliła z poczuciem odpowiedzialności, doprowadziło (CDU) do utraty kulturowego rdzenia wskazuje. Według gazety CDU stoi przed wyborem nowego kierunku i musi przede wszystkim rozliczyć się z "porażką państwa i partii latem 2015 roku", w szczytowej fazie kryzysu imigracyjnego.
    "Jeśli CDU chce odebrać swoich wyborców AfD, nie może naśladować coraz bardziej radykalizującej się prawicy, lecz musi rozbroić i uporządkować lęki, problemy i obawy obywateli", a także "przyjąć do wiadomości, że istnieją miliony wyborców, którzy takiej (dotychczasowej) polityki (migracyjnej CDU) nie chcą i nigdy nie chcieli".

    Zdaniem "Sueddeutsche Zeitung" w normalnych czasach Merkel zdecydowałaby się odejść po trzech kadencjach, ale w 2017 roku "czuła się zobowiązana (kontynuować) w obliczu nowego, nieobliczalnego prezydenta USA i szalejącego na świecie nacjonalizmu". Jej decyzję o odejściu z polityki "SZ" ocenia jako słuszną; to "próba uporządkowanego ustabilizowania resztek władzy na niezbyt długi okres przejściowy".

    "SZ" pisze, że w UE odejście Merkel było spodziewane, ale jego konkretny termin już nie. Według gazety Bruksela czeka teraz na to, "kto jako szef CDU stanie u boku Merkel i jak blisko będzie ona z tą osobą współpracować".

    "Wiele bowiem wskazuje na to, że Merkel będzie miała odtąd w Brukseli osłabioną pozycję" w kwestiach takich, jak reforma strefy euro czy unijna polityka migracyjna. Zdaniem "SZ" Merkel w tej ostatniej sprawie będzie obstawać przy swojej dotychczasowych postulatach (m.in. uporządkowanie migracji), ale "możliwe, że będzie zmuszona do pójścia na ustępstwa wobec krajów Europy Wschodniej", przeciwnych przyjmowaniu migrantów czy - jak Węgry - chcących zamykać granice.
    Berliński "Tagesspiegel" pisze, że zagraniczni politycy "podziwiają Merkel i z niepokojem obserwują jej odejście". "Merkel ucieleśnia wizerunek Niemiec jako partnera gotowego do wspólnego rozwiązywania konfliktów i godnego zaufania. Za granicą niewielu podziela panujące w Niemczech przekonanie, że kanclerz jest zmęczona i że po 13 latach na tym urzędzie jej zmiana była potrzebna od dawna" podkreśla dziennik. Jak dodaje, europejscy partnerzy doceniali opanowanie Merkel na szczytach UE i podczas różnych kryzysów - "od euro, przez odchodzenie Polski i Węgier od europejskich wartości, po poszukiwanie rozwiązań w sprawie wojny na Ukrainie". Jako jedyny z odejścia Merkel cieszy się pewnie prezydent Rosji Władimir Putin pisze "Tagesspiegel". To ona utrzymywała jedność Europy w sprawie antyrosyjskich sankcji, to ona była obecna przy rozmowach pokojowych w Mińsku (ws. konfliktu w Donbasie) i na innych kryzysowych spotkaniach. Swoim partnerom w rozmowach z ostatnich 13 lat mogła przypominać, co zostało wówczas ustalone. Wraz z jej odejściem wszystko to się skończy konkluduje. Gazeta przypomina, że w 2004 roku Gerhard Schroeder zrezygnował z szefowania swojej partii SPD, ale zachował stanowisko kanclerza, podobnie jak ogłosiła to teraz Merkel. Ocenia jednak, że o ile Schroeder chciał po prostu wyzwolić się z ograniczeń swojej partii i utrzymać u władzy, o tyle Merkel swoją decyzją wyznacza "początek zejścia ze sceny politycznej, które sama zaplanowała". "Bild" jako polityczne dziedzictwo Merkel wskazuje osłabienie CDU i odejście wielu wyborców chadecji do AfD na znak protestu wobec jej polityki migracyjnej. Zaznacza jednak, że "Niemcom obecnie powodzi się tak dobrze, jak nigdy wcześniej, i to również jest spuścizna Merkel", ostrzega jednak, że "wielu dostrzeże to dopiero wtedy, gdy era Merkel dobiegnie końca". Tabloid ten pisze również, że od tygodni niewielka grupa członków kierownictwa CDU przygotowywała się do tego, by po spodziewanym złym wyniku CDU w Hesji postawić Merkel ultimatum w sprawie jej odejścia i skłonić ją, by na partyjnym zjeździe w Hamburgu nie ubiegała się ponownie o przewodnictwo w ugrupowaniu. Wśród polityków związanych z tą grupą "Bild" wymienia m.in. przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Schaeublego, wiceszefa CDU Thomasa Strobla i unijnego komisarza Guenthera Oettingera. "Bild" podkreśla, że Merkel wbrew zwyczajowi nie wystąpiła publicznie w powyborczy wieczór w niedzielę i o swoich planach odejścia, niekonsultowanych we własnej partii, poinformowała dopiero w poniedziałek szefów partii koalicyjnych, Seehofera z CSU i Andreę Nahles z SPD.
  • @Robik 11:22:53
    Do UE wprowadził nas Miller i SLD.
  • @kula Lis 67 13:16:08
    Polska straciła NIEPODLEGŁOŚĆ po podpisaniu TL przez Lecha Kaczyńskiego.
  • @Robik 13:42:09
    A kto nie podpisal
  • Mimo wszystko mamy to nieszczęście, że graniczymy z niemcami i rosją.
    Niemiecki i rooski walec przejechał nami od odry do bugu i z powrotem. ok. rooskim należy się jakaś podzięka a niemcom trzeba wystawić rachunek za Polskę !!!
  • @Husky
    Merkel, to oczywiście jako agentka, "była" agentka STASI/KGB, jest szkodliwa, dla Niemiec i Europy, ale ja to olewam, ważniejsze jest, że wraz z jej upadkiem przybliża się, upiorna ale bardzo pożyteczna dla Polski eliminacja przez wbicie na pal Tw "Oscara", to jest, insekt nr 1, dla Polski i jego skuteczna a przez uczynienie z jego ścierwa eksponatu profilaktycznie odstraszająca innych zdrajców, i może jeszcze nie zbrodniarzy. Kto przetłumaczy książkę Sumlińskiego o ryżym agencie STASI/KGB/BND tw. Oskarze, w Brukselce w gablocie na widoku powinna już być, niech czytają dokumenty o rudym krulu matole.
  • @Robik 13:42:09
    A pamiętasz matole, jak długo zwlekał z podpisem śp. Lech Kaczyński, i jak był wtedy opluwany przez PO, PSL, SLD i całe lewactwo? Ja pamiętam te kubły pomyj wylewane na śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Niepodległość i wszystko co z nią związane to traciliśmy za SLD, jak i za PO/PSL.
  • @provincjal 09 13:56:13
    Jesteśmy między młotem a kowadłem, więc musimy udawać żelazo, stal niestety. A rachunek Niemcom trzeba wystawić, bo znowu nas straszą byśmy granicy pilnowali gdy zażądamy reparacji. Jest o tym artykuł na wpolityce.pl
  • @provincjal 09 13:56:13 Niemcy powinno się bombardować co 50 lat, bez podania przyczyny-Winston Churchill.
    https://media.wplm.pl/thumbs/ODI1L3VfMS9jY18wMjgyZi9wLzIwMTgvMDYvMTMvODI1LzM2MC8wNWE0NGUyNWQwMzI0ZGU3OTQzOTU0ZThmOGY3ZDlmMi5qcGVn.jpeg

    Niemcy straszą! Polacy, chcecie reparacji? Pilnujcie swojego terytorium! Ważny niemiecki dziennik „Tagesspiegel” ostrzega Polskę, że domagając się reparacji wojennych od Niemiec, spowoduje dyskusję o powojennych zmianach terytorialnych w naszej części Europy. Doszło do nich między sowiecką Rosją, Polską i Niemcami. Wprowadzając do dyskusji dyplomatycznej temat reparacji wojennych, Polska musi być świadoma, że spowoduje to dyskusję o powojennych przesunięciach terytorialnych ostrzega „Tagesspiegel”. Dziennik pisze, że wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy na temat reparacji rzucają się cieniem na ostatnich międzyrządowych konsultacjach. Wskazuje też, że w Polsce, niemieckie stanowisko, że nie istnieją podstawy prawne do wypłacenia reparacji, spotykają się z niezrozumieniem. W tekście padły również stwierdzenie, z którymi trudno się nie zgodzić. Niezależnie od materialnego aspektu żądań reparacyjnych, niemieckie okrucieństwa wojenne są nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech i Grecji bardzo widoczne pisze „Tagesspiegel”. Wskazano, że Niemcy odrzucały od siebie winę za moralność odpowiedzialność za zbrodnie i zniszczenia wojenne. Młoda Republika Federalna Niemiec odmawiała przyjęcia moralnej winy do wiadomości dodaje.

    Ps...Nie chcesz mieć Niemca na gardle, to musisz go mieć pod butem, innej opcji nie ma - Winston Churchill. Szwaby i cały świat wiedzą, co Niemcy co robili w 2 wioskach we Francji, wiedzą o Krecie,Malmedy a nawet o Leżakach i Lidicach. Ale nie wiedzą o 6 mln zamordowanych Polakach, o Zamojszczyźnie, o Łodzi obozie dla dzieci, etc..To kiedy ta republika będzie na tyle stara, żeby zapłacić? Należy wyjaśniać dzisiejszym Niemcom, że są zwykłymi złodziejami, gdyż nie oddają skradzionych dóbr i bandytami - nie płacą za zniszczenia. W niemieckiej wiki jest info o ojcu zbrodniarza Joachima Peipera, Woldemarze. Piszą: był we Freikorpsach i walczył z polskim terroryzmem na granicy z Polską: https://de.metapedia.org/wiki/Peiper,_Woldemar
  • @provincjal 09 13:56:13 zdrajców i szubrawców chazarskich ci u nas dostatek.
    https://media.wplm.pl/thumbs/ODI1L3VfMS9jY19iZTNkZS9wLzIwMTgvMTAvMjkvODI1LzM3MC80MDMxM2JlZmQ3MmQ0MDdkYmViOTQ2OWM1NDIzNzk1Ni5wbmc=.png

    „Gazeta Wyborcza” atakuje PiS za wskazanie zbrodniarzy: „Niemcy” zamiast "hitlerowców"? To tylko polityczna gra na antyniemieckiej strunie”.. Prowokacja, czy „wypadek przy pracy”? PRawdopodobnie to pierwsze. Mowa o o szokującym felietonie niejakiego Tomasza Urzykowskiego, który w stołecznym wydaniu „Gazety Wyborcza” przekonuje nas, iż przypisywanie niemieckich zbrodni Niemcom jest „grą antyniemiecką”. Redakcja z Czerskiej znów wpisuje się więc w ordynarne fałszowanie historii, które bardzo podoba się stronie niemieckiej. Panie Urzykowski, niech się pan nie wysila. Niemcy robią to samo już od lat.

    https://youtu.be/wVi7Jmxm0X8
    Urzykowskiemu bardzo nie spodobało się, że w ubiegły piątek wicepremier Gliński, prezes IPN oraz przedstawiciel PGE Energia odsłonili tablicę z informacją o niemieckich zbrodniach na warszawiakach. Już w pierwszych zdaniach uderza jednak cynizm i intelektualne cwaniactwo autora. W „Gazecie Stołecznej” nigdy nie unikaliśmy nazywania okupantów Niemcami, choć zdajemy sobie sprawę, że jest to pewne uogólnienie. Słynny „kat Warszawy” Franz Kutschera, szef SS i policji na dystrykt warszawski, był wszak Austriakiem.(…) Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński wyjaśnił, że chodzi „zadbanie o historyczną prawdę poprzez prostowanie niezgodnych z nią informacji”, wskazując na widniejące na tablicach Tchorka określenie sprawców mordów jako „hitlerowców”. Na nowych tablicach zmieniono je na „niemieckich okupantów”, a w wersji angielskiej po prostu na „Niemców” czytamy w „GW”. Krwawej pacyfikacji Woli podczas powstania dokonała specjalna grupa SS dowodzona przez urodzonego w Gnieźnie Heinza Reinefartha, w której wyjątkowym okrucieństwem wobec ludności cywilnej wykazali się m.in. Azerowie. Pacyfikację Ochoty przeprowadziła wtedy RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) złożona z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Na jej czele stał Bronisław Kamiński, syn Polaka i Niemki, sam uważający się za Rosjanina wymienia autor. Czytając kolejne zdania można dojść wręcz do wniosków, że mordu na Warszawie dokonali jacyś wyimaginowani przedstawiciele różnych grup narodowościowych lub wręcz sami Polacy. Na szczęście, po tych kuriozalnych przykładach, na moment, powraca wiara w możliwości intelektualne autora. Nie zmienia to faktu, że to Niemcy byli głównymi autorami wojennego danse macabre. Nikt rozsądny nie neguje ich kluczowej roli w koszmarze lat 1939-45. stwierdza Urzykowski. Następnie autor felietony wymienia nic nieznaczące gesty niemieckich polityków, którzy upamiętniali mordy swoich przodków w Polsce. Dla obecnych polskich władz te słowa i gesty najwyraźniej nie mają znaczenia. Wieszanie kolejnych tabliczek, które nie wnoszą nowej treści, a jedynie „hitlerowców” zastępują „Niemcami”, to wyłącznie polityczna gra na ulubionej przez PiS antyniemieckiej strunie konkluduje Urzykowski. W całej tej laurce dla Niemiec, która pojawiła się w stołecznym (!) wydaniu gazety Adama Michnika nie pada tylko jedno słowo. Chodzi o „reparacje”. Może właśnie brak tego słowa jest najważniejszym elementem tej ewidentnej prowokacji? Warto zadać to pytanie autorowi felietonu.

    Źródło: wyborcza.pl


    https://wpolityce.pl/historia/418795-historia-wg-wyborczej-hitlerowcy-zamiast-niemcy

    Ps...Parteigenosse Urzykowski za swoje "zasługi" dostałby bankowo i błyskawicznie II numer volkslisty od niemieckiej administracji. Urodzony za późno...Ponieważ 10% Niemców stanowili żydzi, to piszmy, że to żydzi napadli na Polskę w 1939 r. Na starych zdjęciach i filmach widać ilu wśród Niemców było hitlerowców, "garstka". Wtedy obróbki komputerowej jeszcze nie znano.
  • @kula Lis 67 14:01:37
    Oj Boże jak on zwlekał...
    Ten kurdupel gdyby był prawdziwym prezydentem Polski to nie pokazywałby jak on "zwleka" tylko by nie podpisał Traktatu likwidującego Polskę.
    Hańba zdrajcy!
  • @kula Lis 67 14:05:22
    Jak czytam dyskusję na temat decyzji A.Merkel to odnoszę, ze nikt nie odczytał mojego przesłania w tej sprawie, które brzmi:
    Decyzje Angeli Merkel a geopolityka.
    Niemieckie media lokują decyzje A.Merkel na tle sytuacji w CDU, polityki wewnątrz niemieckiej i unijnej a decyzje A.Merkel były i są pochodną geopolityki związanej z końcem polityki resetu USA-Rosja i budową nowego porządku w Europie i światowego(polityka D.Trumpa: stop globalizacji i postępowi NWO i sprzeciw polityce globalnego banksterstwa czyli nie dla FED).
  • @35stan 19:55:10
    Henri Malosse: Dominacja Niemiec oznacza rozpad UE. W Unii Europejskiej mamy dziś do czynienia z ekonomiczną, gospodarczą i polityczną dominacją Niemiec. I to jest praźródło napięć oraz sił odśrodkowych dezintegrujących Europę – twierdzi Henri Malosse, były przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w rozmowie z Jerzym Bielewiczem na łamach „Gazety Bankowej”

    Na początek chciałem zadać pytanie, na które pan z pewnością wielokrotnie odpowiadał: czy UE i strefa euro mają już za sobą kryzys 2008 r.?

    Henri Malosse: Niestety nie zaszły znaczące zmiany. Kryzys roku 2008 nadal ciąży na finansach Unii Europejskiej i strefy euro. Ciągle zagrażają nam wirtualna ekonomia i rozbudowany rynek instrumentów pochodnych. Narastają nierównowagi i tworzą bańki spekulacyjne, skutkując dużą zmiennością na rynkach finansowych. Nie sfinalizowano, a tym samym nie wprowadzono w życie projektu unii bankowej, która miała być jednym ze sposobów terapii i ostatnią linią obrony przed przyszłymi kryzysami. Co więcej, naganne zachowania niektórych banków nie ustały, tworząc namacalne zagrożenia. Dochodzą do tego: efekt spowolnienia gospodarczego wiążący się z negocjacjami handlowymi między USA a Chinami, zwyżka cen ropy naftowej na skutek zapalnej sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Iranie, a także wynik rozbieżnych polityk monetarnych w różnych regionach globu. Podsumowując, napięcia w międzynarodowych finansach, zamiast maleć, narastają, a kolejne państwa wypadają z międzynarodowej konkurencji. Przykłady można mnożyć: Wenezuela, Argentyna, Turcja, Rosja, Republika Południowej Afryki. Niepokoi też szybki wzrost kosztu pieniądza w ostatnich tygodniach.

    W Unii Europejskiej mamy do czynienia z trzema konkurencyjnymi i do pewnego stopnia wykluczającymi się modelami: tym proponowanym przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, drugim autoryzowanym przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel i trzecim – popularnym w naszej części Europy, pośród krajów Grupy Wyszehradzkiej, a może szerzej: państw Inicjatywy Trójmorza. Który z nich ma szansę realizacji?

    Model, który najprawdopodobniej znajdzie zastosowanie i nada kształt wzajemnym relacjom między państwami UE, to ten przedstawiany przez Grupę Wyszehradzką. To oznacza, że UE powinna dążyć do uformowania i ustanowienia konfederacji suwerennych państw, które budują własne systemy prawne i kontrolują narodowe budżety. Przykładowo wprowadzenie wspólnej waluty nie może być warunkiem członkostwa w UE, gdyż taka narzucana z zewnątrz decyzja ogranicza w sposób bardzo znaczący i bezterminowo suwerenność oraz niezależność poszczególnych krajów członkowskich. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o rozwiązania kwestii napływu migrantów, które też powinny pozostać w kompetencji struktur krajowych. Z drugiej strony wspólny i niekrępowany rynek przynosi korzyści wszystkim stronom.

    Model proponowany przez Grupę Wyszehradzką powinien jednak iść nieco dalej. Myślę tu o Inicjatywie Trójmorza. Wzmocnienie środkowej i wschodniej części Unii Europejskiej przyniesie korzyści całej Europie i będzie wypełnieniem założeń oraz wizji Wspólnoty leżących u jej zarania, a sformułowanych przez ojców założycieli: Alcide de Gasperiego, Roberta Schumana i Konrada Adenauera. Centralna i wschodnia Europa potrzebuje wzmocnienia oraz inwestycji, zwłaszcza w krajach Południa i na Bałkanach. Proszę sobie uzmysłowić, że Rumunię i Bułgarię łączą zaledwie dwa mosty przez Dunaj, a siatka połączeń kolejowych jest ta sama od z górą stu lat. Potencjał inwestycyjny jest zatem przeolbrzymi, przede wszystkim na osi północ – południe.

    Prezydent Emmanuel Macron ze swym modelem zmian w UE jest w istocie rzeczy odizolowany i osamotniony. Można wręcz powiedzieć, że prezydent Francji zdaje się niemal jedynym wyznawcą własnego modelu UE, również pośród Francuzów. Scharakteryzowałbym jego koncepcję jako bardzo liberalną, której podstawą miałoby być daleko idące zrzeczenie się suwerenności państw przez rządy narodowe na rzecz biurokratów z Brukseli. Takiej propozycji nie można brać poważnie pod uwagę, gdyż urzędnicy UE nie byliby zdolni ani nie mają kompetencji oraz umocowania, by podejmować właściwe decyzje…

    Model promowany przez kanclerz Angelę Merkel można by określić jako w pewnym sensie matriarchalny. Kanclerz Niemiec chciałaby się stać taką dobrą, opatrznościową matką całej Europy. By zachować powagę, trzeba jednak jasno powiedzieć: ten model zakłada europejską hegemonię Berlina. Tym samym nie znajdzie zastosowania w przyszłości, zwłaszcza po akcie poszerzenia Unii o nowych członków z Europy Środkowej.

    Napięcia między krajami członkowskimi narastają z różnych względów: ekonomicznych, gospodarczych, historycznych i politycznych. Złym chłopcem Unii stały się ostatnio Włochy po przedstawieniu krajowego budżetu ze znacznym deficytem. Grecja zażądała reparacji wojennych od Niemiec. Wielka Brytania nie może się dogadać z Unią w kwestii brexitu. Jak doszło do sytuacji, że mamy do czynienia z jednoczesnym spiętrzeniem tak wielu zagrożeń i ryzyk?

    Zacznijmy od tego, że partnerstwo między Francją a Niemcami to mit i najwyższa pora, by włożyć go już między bajki. Tak naprawdę inicjatywa dyplomatyczna pozostawała w gestii Francji do zjednoczenia Niemiec. Najpierw projekt Wspólnoty Węgla i Stali, podobnie jak idee instytucji europejskich, rodził się nad Sekwaną, raczej w Paryżu niż w Monachium. Choćby pomysł na Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, na którego czele stałem w latach 2013–2015, zrodził się przecież w gabinetach i salonach politycznych Paryża. Niemcy w owym czasie pozostawały wycofane i ograniczone ze względu na nieodległe doświadczenia II wojny światowej…

    Prezydent Macron, ale nie tylko on pośród klasy politycznej we Francji, zmaga się, można tak powiedzieć, z obsesją wizji powrotu do „starych dobrych czasów”. Chciałby trwałej równowagi między Niemcami a Francją z czasów duetu Mitterrand – Kohl czy też nawet Schmidt – Giscard d’Estaing. Jednak po zjednoczeniu Niemiec, a tym bardziej od jakichś 10 lat, nie może być mowy o równowadze czy wspólnym niemiecko-francuskim silniku, który napędza projekt integracji europejskiej. Obecnie w Unii Europejskiej mamy do czynienia z ekonomiczną, gospodarczą i polityczną dominacją Niemiec. I to jest bardzo poważny problem, praźródło napięć oraz sił odśrodkowych dezintegrujących Europę, a często też sceny i porządki polityczne w poszczególnych krajach. Nawet w samych Niemczech.

    To chyba najwłaściwszy moment, by zapytać o sojusz niemiecko-rosyjski w sektorze energetycznym, czego symbolem jest gazociąg Nord Stream 2. Niemcy i Rosja twierdzą, że to projekt czysto ekonomiczny, wyłącznie komercyjny. Całkowicie przeciwne zdanie mają Polska, kraje bałtyckie i Czechy, a więc państwa, które wciąż pamiętają podobną współpracę obu lokalnych mocarstw poprzedzającą wybuch II wojny światowej…

    To oczywiście nie jest projekt komercyjny, bo koszt w niezbędnych nakładach finansowych jest astronomicznie wysoki. To projekt czysto polityczny, bo dotyczy strategicznego rynku i sektora nośników energii. Ten projekt zagraża UE jako związkowi suwerennych państw, konstytuując hegemonię Niemiec nad krajami regionu. Więcej: zdaje się szczególnie groźny dla Ukrainy, którą oszukano, mamiąc wizją wstąpienia do Unii. Gdy zostanie zrealizowany, Ukraina siłą rzeczy i faktów dokonanych z dużym prawdopodobieństwem wróci do strefy wpływów Rosji, przed czym tak usilnie stara się dziś bronić. Potrzebujemy w UE systemu, który zapewni poszanowanie woli i interesów także małych państw, jak kraje bałtyckie. Jeśli ten model przegra, to pozostanie dominacja Niemiec i… Rosji.

    Czy taki rozwój wydarzeń leży w interesie Francji?

    Absolutnie nie, ale Francja zasłania oczy i udaje, że nie widzi oczywistego niebezpieczeństwa. W moim kraju dominuje przekonanie, że nie można podważać roli Niemiec w Europie ze względu na ich siłę ekonomiczną. Zapanowała niepodzielnie poprawność polityczna, że o naszym sąsiedzie nie wypada ani nie można mówić źle, a tym bardziej stwarzać jakichkolwiek problemów niemieckim przyjaciołom.

    Na ostatniej sesji plenarnej ONZ prezydent Donald Trump wygłosił przemówienie o sytuacji międzynarodowej, w którym kilkakrotnie chwalił Polskę. Jednocześnie ganił przy tym Niemcy, m.in. za niskie nakłady na obronność i współpracę energetyczną z Rosją. Bezpośrednio po prezydencie Trumpie zabrał głos prezydent Emmanuel Macron i jego przemowę powszechnie odebrano jako kontrę do stanowiska USA. Jak tłumaczyć tak jaskrawe i silne napięcie na linii Paryż – Waszyngton?

    To nie są czasy zimnej wojny ani generała de Gaulle’a. Żyjemy w o wiele bardziej skomplikowanym i niebezpiecznym świecie. Zabrakło takiej refleksji u prezydenta Macrona. Z jednej strony zmagamy się z falą migrantów, zagraża nam – w mniejszym stopniu Polsce – radykalny islamizm. Na ulicach Paryża, Londynu i Berlina giną ludzie. Z drugiej strony rodzi się potęga Chin, które elementy i mechanizmy kapitalizmu wykorzystały do utrwalenia systemu komunistycznej dyktatury. Czy Chiny ingerują w procesy i procedury polityczne w USA? Ależ oczywiście tak! Podobnie w UE, czego sam doświadczyłem po spotkaniu z Dalajlamą, kiedy próbowano podważać moją pozycję w organizacji, której przewodziłem w owym czasie. Chiński instytut znajduje się dziś w Brukseli w sąsiedztwie budynku Parlamentu Europejskiego. Unijni urzędnicy i politycy zapraszani na różne spotkania, konferencje i wydarzenia kulturalne siłą rzeczy poddają się powolnej indoktrynacji. A Rosja? Od 2014 r. jestem na liście osób niepożądanych w tym kraju, podobnie jak miało to miejsce w czasie stanu wojennego w Polsce po 1981 r. Przemówienie Macrona było idealistyczne, górnolotne i oderwane od rzeczywistości, a odwołania do zagadnień ekologicznych zupełnie nieadekwatne do realnych zagrożeń. Prezydent Trump przemawiał ze swadą, rzeczowo opisując świat, jaki jest. W słowach Macrona zaś pobrzmiewała nuta idealizmu lat 60.

    „UE znajduje się w stanie wojny sama z sobą” – stwierdził ostatnio George Friedman z amerykańskiego think tanku Stratfor i trafił na podatny grunt w Polsce. Chodzi o Fundację Otwarty Dialog i Ludmiłę Kozłowską, która mimo zakazu wjazdu do strefy Schengen odbywa właśnie europejskie tournée, oczerniając Polskę na międzynarodowym forum od Bundestagu w Berlinie przez Parlament Europejski w Brukseli po Izbę Gmin w Londynie. Ta fundacja wsławiła się w naszym kraju, publikując swoisty manifest rewolucyjny wzywający do obywatelskiego nieposłuszeństwa i majdanu w Warszawie. Ślady finansowania prowadzą do Rosji, sektora przemysłu zbrojeniowego i „siłowników” z otoczenia Władimira Putina. Czy Friedman ma rację i Polska została wystawiona na atak hybrydowy ze strony Rosji oraz… kilku państw członkowskich Unii?

    Znam sytuację związaną z Fundacją Otwarty Dialog opisaną podczas międzynarodowej konferencji, w której wziąłem niedawno udział. Wydaje mi się, że to zwykła złośliwość wobec Polski ze strony kół liberalnych, nawet kosztem ryzyka, jakie podjęły, zadając się z potencjalnymi agentami wpływu i grupami reprezentującymi interesy Rosji Putina. Czy w rodzinie taka sytuacja mogłaby mieć miejsce? Nie. Kiedy obcy atakuje członka rodziny, jego bliscy stają murem w obronie, przeciw intruzowi. W przypadku Węgier i Polski mechanizm solidaryzmu w unijnej rodzinie nie działa. Patologiczni rodzice starają się ukarać swoje dzieci czy młodszych braci bez względu na koszty! Przecież Polska przyjęła 1,5 mln imigrantów z Ukrainy. Na ulicach Warszawy widzę Hindusów, Filipińczyków, Wietnamczyków i wiele, wiele innych nacji. Nie sposób więc mówić, że Polska jest krajem ksenofobicznym czy rasistowskim. Przeciwnie, ja znam Polskę jako kraj wielce gościnny, otwarty na przybyszów z zagranicy. I dlatego, jak i z wszystkich wcześniej przytoczonych względów, musimy zmienić Unię Europejską.
    Niech to będzie konkluzja naszej rozmowy. Dziękuję.

    Rozmawiał Jerzy Bielewicz
  • @35stan 19:55:10
    http://media.wplm.pl/thumbs/NzIweDQ0Mi9jX2MvdV8xL2NjX2QyZDhiL3AvMjAxOC8xMC8zMC85NTQvNTQwLzIyNzI5OTAzMmJkYzRmYWRiZWU1NmFjNjNjYTgxNDgxLmpwZWc=.jpeg

    Ausgang robi się coraz bardziej realny. Jakiś czas temu, jeszcze w innej redakcji, jeden z moich kolegów napisał felieton o tzw. przyszłości alternatywnej, w której to Unia Europejska ostała się w naszej części kontynentu, bo tzw. stara Europa wypisała się z tej organizacji. Powodem powstania tego felietonu były jakieś kontrowersje związane z Schengen. I choć teraz myślę, że zapewne nie Schengen będzie powodem rozpadu UE, to jednak myślę, że rzeczywiście UE może ostać się w Europie Środkowej. Bo nam taka współpraca się opłaca, a na zachodzie kontynentu chyba tych korzyści już nie widać.

    Ostatnio wiele się mówi o różnych exitach, które miałyby nastąpić po rezygnacji Wielkiej Brytanii z członkostwa. Ot, totalna opozycja mówi o wyjściu Polski z UE (swoją drogą, ciekawe, że nie jest w stanie stworzyć polskiego hasła, toteż używa wersji angielskojęzycznej), choć dla niej jest to rodzaj pały ideologicznej do walenia przeciwników po głowie. Sporo się mówi też o wyjściu Włoch, ale także wydaje się to bardziej zabieg propagandowy niż realny pomysł obecnie rządzących Italią polityków. Choć oczywiście nie kryją oni, że Europa pijanego Junckera i usłużnego Niemcom Tuska niezbyt im się podoba.

    Myślę jednak, że o wiele większe szanse na rezygnację z UE jest w dwóch innych krajach. Przede wszystkim – we Francji. Całkiem niedawno udało się „ocalić” Francję przed partią Marie Le Pen, wiec euroentuzjaści odetchnęli. Ale już obecnie widać, że wyciągnięty niczym królik z kapelusza Emmanuel Macon jest jeszcze bardziej nieudolny niż jego poprzednik, Hollande, i nawet jego żona ma dość jego błędów. Istnieje spora szansa, że tak bardzo zniechęci on do siebie Francuzów, że jednak sięgną po Le Pen, a ta przecież zapowiedziała referendum w sprawie wyjścia Francji z UE.

    Ktoś powie, że Francji za bardzo UE się opłaca, aby z niej zrezygnować. Ale ten ktoś zapomina, że opłacalność nie jest jedynym kryterium podejmowania decyzji przez Francuzów, czego najlepszym przykładem było wyjście tego kraju z NATO, ruch dość idiotyczny. Poza tym widać już, że UE nie spełnia swojej podstawowej funkcji, a więc takiego związania Niemiec, aby uniemożliwić im zdominowania kontynentu. Niemcy przejęły projekt UE, co wielu Francuzom może się nie podobać tak bardzo jak Brytyjczykom.

    Oczywiście, problemem jest euro, waluta używana przez Francję. Dlatego, paradoksalnie, uważam, że wyjście Francji z UE, choć możliwe, jest mniej prawdopodobne niż… niemiecki Ausgang.

    Tak, to nie jest błąd i nie jest to pomyłka. Myślę, że w ciągu kilku lat u naszych zachodnich sąsiadów pojawi się pomysł wyjścia z UE. I to mimo oczywistych korzyści, jakie Niemcom daje UE i wspólna waluta. A wszystko przez głupią propagandę niemieckich mediów.

    Generalnie jest tak, że postrzegamy Niemcy jako bardzo bogaty i bardzo potężny kraj. Jednak nieco inaczej wygląda to od środka. Otóż Niemcy tak naprawdę nie są wcale zachwyceni stanem swojego kraju. O bezpieczeństwie i systemie politycznym pisałem w innym miejscu. Tutaj skupię się choćby na tym, że przynajmniej część Niemiec ma gorsza infrastrukturę telekomunikacyjną niż Polska. Coraz częściej pojawiają się porównania niemieckich autostrad do polskich – ale porównania niekorzystne dla Niemiec!

    O wiele bardziej dotkliwe jest jednak co innego – Niemcy zaczynają się bać o swoją starość. Jeszcze do niedawna niemiecki emeryt kojarzył się nam z kimś zamożnym, kogo stać na wycieczki, ale teraz pojawia się coraz więcej informacji o emerytach, którzy wyprowadzają się z Niemiec, bo nie stać ich na życie we własnym kraju. I ten problem będzie narastał, bo duża część Niemców nie ma szans na dobrą pracę.

    Oficjalnie bezrobocie w Niemczech jest niskie, ale w tej najbogatszej gospodarce UE w grudniu 2018 r. blisko 6 mln osób brało zasiłek Hartz IV, połączenie zasiłku dla bezrobotnych i świadczenia socjalnego. Z grubsza polega to na tym, że jeśli ktoś nie ma pracy lub ma pracę ale zbyt nisko płatną lub na ułamek etatu, otrzymuje świadczenie Hartz IV. I choć ok. 1/3 z tej grupy to obcokrajowcy, to jednak nadal liczba osób bez pracy lub nisko opłacanych robi wrażenie. Zwłaszcza z punktu widzenia kogoś, kto chce wygrać wybory.

    Widać, że system polityczny Niemiec się rozpada, a jego odbudowa – co pokazuje przykład Francji – może potrwać wiele lat. Jest mało prawdopodobne, aby nie pojawiło się ugrupowanie, które nie zechce wykorzystać wyborców pobierających zasiłek oraz tych, których od sięgnięcia po zasiłek dzieli niewiele. Myślę, że w ciągu paru lat ktoś postanowi zadać pytanie, dlaczego w tak superbogatym państwie tak dużo osób pracuje na śmieciówkach lub za niskie stawki. A odpowiedź jest już teraz doskonale znana.

    Otóż Niemcom od lat wmawia się, że to oni finansują Unię Europejską. Wystarczy przypomnieć kampanię, jaką rozpętały niemieckie media w czasie, kiedy Berlin zdecydował o rzucenie Grecji na kolana. Wtedy mówiło się, że niemiecki podatnik nie może w nieskończoność pomagać leniwemu południu. Obecnie nadal panuje podobna opinia o Grecji, ale trwa jeszcze nagonka na Włochy, a także na nasz region, czyli na Polskę i Węgry, gdzie według niemieckich mediów panuje dyktatura i pożera się homoseksualistów.

    A więc ziarna już zostały zasiane, teraz tylko czekać, aż pojawia się chętny, by to zboże zebrać. W ciągu paru lat na pewno ktoś rzuci pomysł, aby pieniądze przeznaczana na leniwych Greków, rozrzutnych Włochów czy dzikich Polaków przeznaczyć na potrzeby Niemców. Mało tego – każdy doskonale wie, że wystąpienie Niemiec ze strefy euro i powrót do marki zwiększyłoby wartość tej ostatniej. Niemcy znowu mieliby swoją ukochaną walutę, dzięki której znowu byłoby ich stać na wszystko.

    Oczywiście, pojawiłby się problem, jak rozwiązać problem poddostawców niemieckich firm, ulokowanych w naszym regionie Europy, ale to dałoby się załatwić hasłem odbudowy niemieckiego przemysłu (przypominam, że hasło „reindustrializacji” podniósł prezydent Barack Obama, ale – jak to zwykle się działo w jego przypadku – bez sukcesu). Przez parę lat to by jako tako działało, a w tym czasie udałoby się ułożyć relacje z państwami, z których ci poddostawcy pochodzą, oczywiście w sposób asymetryczny, aby nadal ich obywatele pracowali na pensje dla Niemców. Przypomnę bowiem, że Niemcy zaczęli inwestować w Polskę na długo, nim weszliśmy do UE.

    Myślę, że ryzyko niemieckiego Ausgangu będzie rosło mocno wtedy, kiedy pojawi się spowolnienie gospodarcze. To najbliższe wydaje się stosunkowo łagodne, ale może się wkrótce zaostrzyć, bo dane zaskakują in minus. Jak wiadomo zaś, im gorsza sytuacja finansowa ludzi, tym większa jest skłonność ich do radykalnych ruchów. Zwłaszcza, jeśli nałoży się na to kryzys polityczny. A Angela Merkel zadbała, aby przez najbliższe lata kryzys polityczny w Niemczech był permanentny.

    A u nas – o dziwo – Unia Europejska może przetrwać. Mamy bowiem to, czego już nie mają kraje zachodniej Europy, mianowicie świadomość zagrożenia ze strony Rosji. I poczucie, że tylko wspólnie będziemy w stanie nad tym zagrożeniem zapanować. Marek Siudaj

    Redaktor zarządzający wGospodarce.pl
  • @35stan 19:55:10
    Dziedzictwo Merkel: … i kamieni kupa. Od razu powiem, że nie jestem specjalistą od Niemiec i nie chciałbym się specjalizować w kraju, w którym ostatni dobry poeta urodził się blisko 200 lat temu, a głównym sukcesem kompozytorskim w XX wieku była „Horst-Wessel-Lied”. Ale, niestety, Niemcy trudno zignorować, zwłaszcza ostatnio: Przez zgodę na połączenie Niemiec, najgłupszą decyzję podjętą po rozpadzie ZSRR, w Europie pojawił się twór podobny do napakowanego sterydami wielkiego osiłka, który już zaczyna wygrażać pięściami.

    Właśnie pojawiła się informacja, że Angel Merkel nie będzie się ubiegać o funkcję przewodniczącej CDU, co oznacza jej koniec w polityce krajowej. Wprawdzie w sieci pojawiła się informacja, że Merkel pozostanie kanclerzem do 2021, ale jest to wiadomość kompletnie absurdalna. Nie po to odsuwa się znienawidzoną przez Niemców Merkel od szefowania partii, aby nadal firmowała swoim nazwiskiem rząd. Myślę, że – o ile oczywiście rząd CDU/CSU-SPD przetrwa do końca roku – Niemcy pod choinkę dostaną dymisję Merkel.

    Ciekawe jest, że jeszcze do niedawna Niemcy nazywali szefową CDU Mutti. Przez wiele lat Merkel wydawała się politykiem wyjątkowo sprawnym, która dba o bogactwo i potęgę Niemiec. CDU wygrywała wybory, a cała Unia Europejska zabiegała o względy pani kanclerz. Aż przyszedł rok 2015 i to „zaproszenie”, jakie Merkel wystosowała do milionów nielegalnych imigrantów. A oni odpowiedzieli na to zaproszenie i – jak często bywa przy tak dużych migracjach – zaczęli niszczyć porządek kraju, w którym się pojawili. Zaczęli od zniszczenia porządku politycznego Niemiec.

    Ktoś może uznać, że owo „zaproszenie” to wielki błąd, podczas gdy reszta kadencji Merkel była rewelacyjna. Ale prawda jest inna – otóż dla Unii Europejskiej kadencja Angeli Merkel to katastrofa. Przede wszystkim niemiecka dogmatyczność kanclerz doprowadziła do zapaści Grecji. Oczywiście, ktoś powie, że Merkel chroniła przede wszystkim niemieckie interesy, ale właśnie to podminowało fundamenty UE. Skończyły się kompromisy, zaczęła się gra interesów, a w UE najsilniejsze są Niemcy i starały się to wszystkim dookoła bezwzględnie pokazać.

    Kolejnym niemieckim wybrykiem jest Brexit. W polskich mediach funkcjonuje legenda, jakby to polska imigracja wystraszyła Brytyjczyków, ale to oczywiście bujda. Nie bez kozery Niemcy buczeli ostatnio, gdy prezydent Andrzej Duda wskazał, że UE również jest winna Brexitu. To właśnie niemiecka bezwzględność doprowadziła do coraz większej niechęci Brytyjczyków do pozostawania w UE. Uznali oni, że lepiej jest być poza Unią niż trafić pod niemiecki but.

    Konflikt z Polską to tak naprawdę efekt niemieckiego dążenia do zajęcia pozycji rozgrywającego w UE pod względem energetycznym. Bajki o praworządności są dla małych dzieci, totalnej opozycji i Fransa Timmermansa, ale tak naprawdę chodzi o zakneblowanie polskiego sprzeciwu przeciwko Nord Stream 2. Niemcy chcą oddać Ukrainę Rosji za perspektywę miliardów euro dochodów z pośrednictwa w sprzedaży gazu. Na początek chcą pośredniczyć w handlu z naszym regionem, ale wiadomo, że Nord Stream 3, o którym myślą już Rosjanie, miałby służyć do transportu gazu na zachód Europy. Francja, mająca nieszczęście mieć pyszałkowatego Macrona za prezydenta, zdaje się nie widzieć, że ten sznur rurociągów ma zakończyć się pętlą nałożoną również na jej głowę.

    Teraz jeszcze wybuchł konflikt z Włochami, też kompletnie pozbawiony sensu, którego celem jest wyłącznie demonstracja niemieckiej siły, której podporządkowała się Komisja Europejska. A będzie coraz gorzej, bo sprowokowany przez Merkel napływ imigrantów rozsadził już porządek polityczny w kilku krajach, choćby w Szwecji, gdzie nie ma szans na stworzenie rządu.

    To samo dzieje się właśnie w Niemczech. Trzeba pamiętać, że obecny rząd – CDU/CSU-SPD – powstał po pół roku od wyborów. Te pół roku upłynęło na walkach między CDU a CSU oraz na przegrywaniu przez chrześcijańskich demokratów i socjaldemokratów kolejnych wyborów krajowych. SPD tak broczy poparciem wyborców, że pojawiają się sugestie w tej partii, że należy zerwać koalicję zanim sondaże pokażą całkowitą marginalizację tego ugrupowania.

    Tak oto Merkel jedną decyzja zniszczyła znakomicie funkcjonujący przez dekady system partyjny Niemiec. Już widać, że upadku SPD nic nie zatrzyma, nie ma jeszcze jasności, czy przetrwa CDU. Całkiem możliwa wydaje się sytuacja, kiedy sojusz z CSU rozpada się i partia z Bawarii staje się ugrupowaniem ogólnoniemieckim.

    A przecież to tylko jeden z elementów upadku Niemiec. Przybysze z Afryki i Azji pokazali bardzo wyraźnie, jak nierzetelne i kontrolowane przez państwo są niemieckie media. Niemcy śmieli się w mediach społecznościowych z setek relacji o uczciwych imigrantach, którzy po znalezieniu zgubionych portfeli odnosili je na komisariaty. O dziwo, za to o gwałtach, czasem niezwykle brutalnych, niemieckie media pisały bardzo rzadko, a jeśli już im się zdarzało, to „zapominały” o poinformowaniu o pochodzeniu sprawcy.

    Upadł mit sprawności niemieckiej administracji. Jak bowiem można uznawać za sprawnych urzędników, którzy nie są w stanie deportować tych, których powinni? Pojawiały się informacje o rejestrowaniu się imigrantów w kilku miejscach na raz, aby uzyskiwać większe świadczenia. Jednocześnie na jaw zaczęły wychodzić afery łapówkarskie, związane z procesem wydawania pozwoleń na pobyt. Największa miała miejsce w Bremie, a przecież nie był to jedyny taki przypadek.

    Przypomnijmy – kiedy Merkel obejmowała władzę, dostawała dobrze funkcjonujące społeczeństwo, z dużym poziomem zaufania do władzy i do mediów, żyjące w bezpiecznym kraju, o trwałym systemie politycznym. Nikt nie wątpił, że niemieckie samochody są najlepsze i ekologiczne zarazem. UE też wydawała się mieć niezłe perspektywy, jako że niedawno doszło do pierwszej tury rozszerzenia o kraje Europy Środkowej. Na dodatek partnerstwo niemiecko-amerykańskie wydawało się silne, mimo coraz bardziej śmiałych kontaktów Niemiec z Rosją Putina, która jeszcze nie zaczęła atakować wszystkich swoich sąsiadów.

    Obecnie z tego nie zostało nic. Niemcy nie wierzą władzy, zwykli ludzie zdecydowali się na masowe protesty, więc media zrobiły z nich nazistów. Ale mediom w Niemczech też już nikt nie wierzy. Unia Europejska chwieje się w posadach, a na dodatek amerykański prezydent uznaje ją za przeciwnika – choć oczywiście ma na myśli Niemcy, a nie całą Unię. Jeśli jeszcze okaże się, że USA zdecydują się wynieść z Niemiec, to nie tylko dla Berlina skończy się specjalna więź ze Stanami, ale pozostaną one tak naprawdę bezbronne i podatne na każdy atak, jako że do tej pory to amerykańcy żołnierze i amerykańska broń jądrowa dawały naszym sąsiadom bezpieczeństwo.

    Wiem, że dzisiaj pojawi się wiele tekstów hagiograficznych, ale prawda jest, niestety, inna. Otóż po Merkel, zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Niemczech pozostała – cytując klasyczną wypowiedź Bartłomieja Sienkiewicza – „ch.., d… i kamieni kupa”. A kogoś, kto pozostawia po sobie takie dziedzictwo, nie można nazwać dobrym politykiem. Marek Siudaj

    Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

    Ps...Bardzo trafny artykuł! Musi pan więcej pisać, upadek Niemiec to jest muzyka dla Polskich uszu. „Horst-Wessel-Lied". Wiesel to był taki znany żyd. W Europie pojawił się twór podobny do napakowanego sterydami wielkiego osiłka, który już zaczyna wygrażać pięściami. Mutti Merkel została właśnie GroKo Merkel.
  • @35stan 19:55:10
    Koniec ery Angeli Merkel! Znamy już największą przegraną wczorajszych wyborów w Hesji, w jednym z krajów związkowych Republiki Federalnej Niemiec. Jest nią Angela Merkel.

    Jak informuje bild.de na swoich stronach internetowych, Angela Merkel podczas porannego posiedzenia prezydium CDU zapowiedziała, że nie będzie starać się już o szefowanie CDU. To oznacza, że zaplanowane na grudzień wybory przewodniczącego CDU odbędą się bez udziału Merkel, która zdominowała niemiecką politykę ostatnich lat.

    Z pojawiających się informacji wynika, że Merkel mimo rezygnacji z kierowania partią chce zachować funkcję kanclerz. Z informacji płynących z CDU wynika, że ma pozostać kanclerzem do 2021 r., ale to mało prawdopodobne. Nie wiadomo, czy rząd CDU/CSU-SPD wytrzyma do końca roku. Raczej można się spodziewać, że niemiecka polityk będzie starać się o jedno z najwyższych stanowisk w Brukseli - przewodniczącej KE albo przewodniczącego Rady Europejskiej - które będą do wzięcia w roku przyszłym.

    Przypomnijmy, że w Hesji ciężkie straty poniosła rządząca Wielka Koalicja. CDU wygrało rywalizację, osiągając 28 proc. głosów, ale oznacza to spadek aż o 10 pkt. procentowych. Także SPD straciło aż 10 pkt. proc., osiągając 20 proc. głosów. Akurat SPD ma jednak szansę na rządy w Hesji, jako że trzecie miejsce i blisko 20 proc. głosów osiągnęli tam niemieccy Zieloni (wzrost o ok. 10 pkt. proc.). Czwarte miejsce uzyskała Alternatywa dla Niemiec z wynikiem ok. 12 proc.

    O tym, że Merkel ciąży własnej partii, było wiadomo od dawna. Wszystko przez zaproszenie, jakie Angela Merkel zastosowała do nielegalnych imigrantów, szturmujących granicę UE, przez co zniszczyła dotychczasową unijną politykę migracyjną. Do Niemiec mogło dotrzeć ok. 1,5-2 mln nielegalnych imigrantów, którzy teraz sposobią się do ściągnięcia swoich rodzin. Liczne przestępstwa, popełniane przez „gości Merkel”, zwłaszcza brutalne zbiorowe gwałty, oburzają Niemców i zmuszają do szukania alternatywy dla rządzących obecnie CDU/CSU i SPD.

    Marek Siudaj

    Redaktor zarządzający wGospodarce.pl



    Na podstawie bild.de
  • @35stan 09:16:01
    "Zanim POlszewiku i analfabeto funkcjonalny otworzysz japę na PIS, wpierw zapoznaj się z przepisami prawa na ten temat.
    Zasady uboju zwierząt w gospodarstwie na użytek własny, zostały implementowane w Polsce z prawa unijnego(po hitlerowskiego) a rozporządzenie w tej sprawie wydał Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi M.Sawicki w rządzie POlszewickim w 2010 roku."
    Piszesz bzdury.
    W tym rozporządzeniu nie ma słowa o karze 3 lat za "nielegalny ubój świni".
    Kara 3 lat określona jest w art. 35 ustawy o ochronie zwierząt.
    PiS-dzielce natomiast wprowadzili rozporządzenie z dn. 12.03.2018 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie kwalifikacji osób uprawnionych do zawodowego uboju oraz warunków i metod uboju i uśmiercania zwierząt.
  • @35stan 09:16:01
    Zanim pislamisto coś napiszesz, to pomyśl, że były trzy lata, żeby debilne i zbrodnicze przepisy zmienić.
    Można je było tak ułożyć, że groziłby mu co najwyżej mandat 100 zł, a i to po piątym upomnieniu, po zabiciu szóstej świni.
    Można było tak przepisy zmienić, żeby prawo było martwe.
    Ale po co.

    I - nie chce mi się sprawdzać, ale zdaje się, że więzienie za zabicie świni i porąbane przepisy weszły w życie nie dalej jak 2-3 lata temu.
  • @Husky 09:20:10
    Za podanie kromki chleba pędzonemu żydowi w kolumnie groziła zgodnie z hitlerowskim prawem kara śmierci.
    Więc Niemcy Polaków za to mordowali.
    Bo prawo jest prawem, nieprawdaż?

    A później bezprawny Trybunał Norymberski, kilkunastu tych hitlerowców, zupełnie bezprawnie powiesił.

    Co za bezprawie i praworządność, nieprawdaż?
  • @kula Lis 67 13:16:08
    Raczy się pan mylić, panie Lisie.
    Oni wprowadzili nas do Wspólnot Europejskich, gdzie mogliśmy zawetować każdy przepis, tylko wspominając o tym, że mogliśmy go nie implementować do naszego prawa.
    Do UE wprowadził nas podpis Lecha Kaczyńskiego oraz ratyfikacja tegoż Traktatu Lizbońskiego przez parlament.
    Ratyfikacja zupełnie bezprawna, gdyż parlament nie miał uprawnień do jej przeprowadzenia, a można to było zrobić jedynie w referendum.
  • @AlexSailor 16:47:04
    Nie chce ci się sprawdzać boś jełop i nie rozumiesz pisanego.
  • @AlexSailor 16:54:48
    A kto decydował w tamtym czasie w tym parlamencie- jełopie?
    Najpierw parlament a potem prezydent.
  • @35stan 17:11:40
    100/100!
  • @Husky 09:20:10
    A ja bym liczył na "dobre dusze", które po całej okolicy rozniosą wieść, kto jest KAPUSIEM, oraz nazwiska prokuratora i sędziego(ów)...

    A od strony praktycznej... Jak za Adolfa, świniobicie w lesie, gdzie nikt nie usłyszy świnki która właśnie zdała sobie sprawę ze swego przeznaczenia... W dzień targowy, żeby nikt się nie dziwił "brakowi" w drodze powrotnej.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930